Glosariusz z północnych rubieży

IMG_8697

Wróciłem właśnie z Northumberland, na pograniczu angielsko-szkockim, i jestem strasznie zmachany. Szedłem przez dwa dni lasami, mokradłami i pagórkami, nigdzie żywej duszy, bolały mnie nogi od chodzenia, ramiona i biodra od noszenia plecaka, dieta marchewkowo-bananowo-suszonokiełbasiana wychodziła mi bokiem, rano albo siąpiła mżawka, albo było zimno i nie chciało się wychylać nosa ze śpiwora, chyba się przeziębiłem, a zupełnym już skandalem jest to, że przypiekło mnie słońce, choć ani na chwilę nie wyszło zza grubej warstwy chmur. Chyba za stary już jestem na takie eskapady – ale jeśli ktoś nie wymięka tak łatwo jak ja i lubi dzicz, wycieczka godna jest polecenia. Nie będzie więc kwiecistych opisów, tylko suche fakty, których świadomość zawczasu zminiejszyłaby pewnie nieco trudy mojej wycieczki.

Bardon Mill
wioska na południe od Wału Hadriana, punkt startowy wycieczki. Można tam dojechać pociągiem z Newcastle.
Byrness
wioska na trasie A68, punkt końcowy wycieczki. Można z tamtąd wrócić do Newcastle autobusem National Express 534 – jeden dziennie, odjeżdża o 12:20.
deszcz
podobno pada często. Jeśli jest zapowiadany, to nie ma co się do Northumberlandii pchać – chyba, że jest się jeszcze większym twardzielem niż ci twardziele, którzy nie wymiękają tam gdzie ja.
drogi
w postaci utwardzonej stanowią jeden z nielicznych w miarę niezmiennych punktów krajobrazu, według których można nawigować. W razie wątpliwości należy zignorować kształt krawędzi lasu (drzwa mogło powywalać) oraz kierunek szlaków wytyczonych leśnymi ścieżkami (mógł się zmienić), natomiast zweryfikować kierunek drogi utwardzonej z pomocą kompasu. Zignorowanie tej prostej reguły kosztowało mnie dodatkową godzinę marszu – jak się nie ma w głowie, trzeba mieć w nogach. Dróg utwardzonych warto się trzymać nie tylko ze względu na nawigację, ale też na efektywność poruszania się: z reguły jeśli droga twarda jest nie więcej niż dwa razy dłuższa niż szlak wiodący przez leśne ostępy i łąki, opłaca się ją wybrać tak pod względem czasu jak i wydatku energetycznego. Warto czasem zejść na leśny szlak, żeby zobaczyć jak to wygląda, ale brać należy wtedy pod uwagę, że czas przejścia staje się zupełnie nieprzewidywalny.
las
jeśli wierzyć mapie, występuje obficie na terenie parku. Jest tam w istocie, składa się prawie wyłącznie ze świerków na czterech etapach cyklicznego rozwoju: szkółka, gęsty młodniak (nie da się przejść), średniej wielkości drzewa, tak do 30 lat, oraz stare drzewa, w większości powywracane przez wiatr albo wycięte. Później cykl się zamyka i na wykrotach po wiatrołomach i porębach pojawia się znów szkółka.
noclegi
ze względu na podmokły teren znalezienie miejsca pod namiot nie jest sprawą oczywistą, ale nie powinno też nastręczać wielkiego problemu. W lasach na trzecim i czwartym etapie rozwoju można znaleźć znośne miejsca – o ile nie przeszkadza nam lekki spadek i wszędobylska wilgoć, wynagrodzeni zostaniemy miękkim podłożem z grubej warstwy świerkowych kolek. Jeśli mniej zależy nam na prywatności a bardziej na tym, żeby było równo, warto wybadać opuszczone kamieniołomy.
The Pheasant Inn
miły przystanek z grubsza w połowie drogi, w Stannersburn, można się tam posilić lanczem i uzupełnic niedobory płynów – jeśli pod wajchami jest Landlord i Red Kite lepiej wziąć tego drugiego.
rajd
może się zdarzyć – pewnie niezbyt często, ale mi się zdarzyło, więc wspominam – że w lesie odbywać się akurat będzie odcinek specjalny rajdu samochodowego, i część zaplanowanej trasy będzie nieprzechodnia. Warto sprawdzić zawczasu.
The Steel Bonnets
książka George’a MacDonalda Frasera traktująca o historii ziem granicznych – głównie o szesnastowiecznych rozbójnikach, ale też o czasach i wydarzeniach które doprowadziły do utworzenia się klanów rabusiów. Dobrze napisana, warto przeczytać w celu wprowadzenia się w klimat tych okolic.
trzęsawiska
zajmują dużą część obszaru leśnego, w tym też nieutwardzonych szlaków. Idąc przez las należy wciąż mieć się na baczności, bowiem kupka mchu wyglądająca tak samo jak wszystkie w okół, może pod sobą kryć głęboką po kolana wodę z bagnem na dole, z którego nawet jak uda się wyciągnąć nogę, to już bez buta.
turyści
brak. Przez dwa dni marszu, w długi weekend i przy znośnej pogodzie, na szlaku nie spotkałem nikogo.
Wał Hadriana
mur, którym cesarz o wiadomym imieniu odgrodził imperium od barbarzyńców z północy. Do dzisiejszych czasów zostały niepozorne fragmenty, ale wiodąca wzdłuż nich piesza trasa jest popularna wśród turystów i jej odcinek, między Once Brewed a Cawburn, będzie nam dane przemierzyć.
wiatr
wieje (należy mieć czapkę i flanelową koszulę, albo ekwiwalent, na wyposażeniu) i kształtuje krajobraz poprzez wywracanie starych drzew.
woda
jest jej dużo w formie, która wlewa się do butów (warto dobrze zaimpregnować), ale mało w formie, która nadaje się do picia bez obrzydzenia. W ostateczności można ratować się leśnymi strumykami, ale żółty kolor pobranej z nich cieczy nie zachęca do konsumpcji – choć zapach i smak są znośne.
wzgórza
niby są, ale niepokaźne, odczuwa się je głównie podczas marszu pod górę, natomiast przydatność nawigacyjna jest ograniczona, bowiem często rzeźba terenu zamaskowana jest przez las.