Hello Katie

Wyjechaliśmy znów na Wielkanoc do parku narodowego. Poprzednio, wiele już lat temu, wybraliśmy się do Peak District. Mieszkaliśmy na campingu w naszym maleńkim namiocie. Ania przed wyjazdem zrobiła mazurki, podzieliliśmy się nimi z obozującymi obok wspinaczami z Machesteru. W zamian uraczeni zostaliśmy winem z kartonu oraz piosenkami z mp3 na temat zwyczajów mieszkańców Yorkshire. Bardzo był to fajny wyjazd, zrobiliśmy wtedy długi trek wzdłuż Stanage Edge, wyszliśmy wcześnie rano, wróciliśmy po zmroku, bardzo zmęczeni.

Katie Approaching

Tym razem pojechaliśmy do Exmoor, na spotkanie sztormu Katie. Sztormy i nawiedzające Irlandię i Wielką Brytanię mają teraz imiona zaczynające się na kolejne litery alfabetu. Przedtem był Jake, wcześniej Imogen, teraz pora na Katie. Sztorm nas trochę przewiał i zmoczył, ale poza tym nie położył się większym cieniem na naszym wyjeździe. Zrobiliśmy w sumie cztery wycieczki piesze, z czego trzy – Watersmeet, Valley of Rocks oraz Horner Woods – są znane i dobrze opisane, więc nie będę się tu nad nimi rozwodził; nadmienię tylko, że widoki są super i warto te trasy zrobić. Tylko Valley of Rocks nie byliśmy w stanie należycie ocenić, bowiem na niezwykle efektownej nadmorskiej ścieżce między Lynton a zachodnim końcem doliny zmoczył nas deszcz i później wracaliśmy pędem do domu nie rozglądając się specjalnie.

To, co chciałem tu dokładniej opisać, to nasz autorski pomysł, czyli całodzienna trasa w okół centralnych moorlands – Google Translate mówi, że to się tłumaczy jako “wrzosowiska”, ale tam są trawy, nie wrzosy, czyli bardziej stepy. Chcieliśmy wyść po śniadaniu, iść przez cały dzień, zrobić prawie pętlę, zajść do pubu na kolację i wrócić do naszego pięknego B&B. Na oko trasa miała między 20 a 30 km i biegła po ścieżkach o niewiadomym (lecz podejrzewać można, że błotnistym) stanie nawierzchni, tak, że zakładałem do 10 godzin marszu. Wyruszyliśmy w Wielkanoc o dziesiątej rano. Trasę podzielić można na następujące etapy:

Lynbridge – West Lyn (1 km)

Za Cottage Inn jest kamienny mostek. Przechodzimy nim przez rzekę po idziemy w lewo i zaraz wprawo, wspinając się na zbocze drogą z jednym zakosem. Jest błotniście. Po pokonaniu stromego odcinka rozpoczyna się długa prosta znów błotnistą drogą, tym razem otoczoną z dwóch stron żywopłotami. Droga kończy się bramą prowadzącą do obejścia; tu zaczyna się asfaltowa szosa.

West Lyn – Cheriton (3 km)

Cały ten odcinek przebiega asfaltówką, a przynajmniej drogą w jakiejś mierze utwardzoną – miła odmiana po błocie i przed tym, co nas jeszcze czeka. Na szosę wychodzimy na zakręcie, kierujemy się w lewo. Na odcinku w dół, za zakrętem po przecięciu głównej drogi, są ładne widoki i ciekawe drzewa porośnięte paprotkami. W Cheriton w prawo, i kończy się asfaltowa droga, wychodzimy na moorlands. Trzeba tu pilnować GPSa, bo najbardziej zaznaczone koleiny to trasy, którymi jeżdżą traktory, a nie nasz planowany szlak. Ten prowadzi dokładnie grzbietem wzniesień.

Cheriton – Hoaroak (3.5 km)

Tractor Was Here

Tu zaczyna się odcinek połączonych szlaków Two Moors Way, czyli długiej trasy łączącej Exmoor z leżącym na południu Dartmoor, oraz Tarka Trail, który nazwę swoją zawdzięcza postaci literackiej, czyli wydrze o imieniu Tarka. Wydra na tym szlaku mogłaby się czuć bardziej na miejscu niż ludzie. Grunt na moorlands jest dość specyficzny: z wierzchu pokrywają go suche trawy, lecz każdy krok wyciska z gleby wodę, czsasem natknąć się można na miejsce, gdzie noga wpada w ukrytą pod źdźbłami trawy wodę po kostkę albo i głębiej. Poza tym, wszędzie pełno zupełnie widocznego i nieomijalnego błota. Pół godziny marszu w takich warunkach wystarczyło, żeby w moim lewym tym razem (poprzedniego dnia był prawy) bucie zrobiło się zupełnie wilgotno. Para Tev pamiętająca tunele Vinh Moc, skały Warrumbungle, góry Transylwanii, oraz wiele innych miejsc, definitywnie wyzionęła ducha. Szedłem więc z wilgotną i nieprzyjemnie chłodną stopą po tym bagnie (ang. bog), kontemplując, jak to w tej piosence o kloszardzie było “He goes down to the bog and warms his feet”. Bez sensu.

Na koniec tego odcinka schodzi się nad Hoaroak Water, a w końcu przekracza rzekę w bród.

Hoaroak – Exe Head (2 km)

Po kilkudziesięciu metrach podejścia znajdujemy się na ścieżce trawersującej dolinkę lewym brzegiem rzeki, czyli prawym patrząc od nas, bo idziemy w górę nurtu. Dolinka jest bardzo urodziwa, a ścieżka, mimo że miejscami błotnista, jest przyjemniejsza niż zdradliwe moorlands.

Exe Head – Woodbarrow Gate (3.5 km)

Po wspięciu się z dolinki – wiąże się to z kolejnym brodem – trasa zmienia kierunek z południowego na zachodni. Jest to długa prosta po prawej ręce mamy ogrodzenie, po jego drugiej stronie bagna, podobno większe niż to, którym dane jest nam iść. Jedynym urozmaiceniem na tym odcinku jest Pinkworthy Pond, zalew przed którym należy przenieść się na prawą stronę ziemnego wału, który w tym miejscu stanowi zwieńczenie zapory odzielającej zbiornik wodny od doliny.

Gate

Woodbarrow Gate – Shallowford (1 km)

Na koniec prostej przechodzimy przez bramę po prawej stronie i kierujem się znów przez moorlands na północ. Ten odcinek był bardzo podmokły, i z ulgą przyjęliśmy widok niedalekich budynków gospodarstwa oraz utwardzonej drogi.

Shallowford – Barbrook (4.5 km)

Asfaltem przez wioski. Jesteśmy już trochę zmęczeni.

Barbrook – West Lyn (1.5 km)

Tutaj mogłem trochę lepiej zadziałać, bo ten odcinek pokonaliśmy główną, ruchliwą drogą, a chyba można było pójść inaczej, przez Metticombe Farm.

Beggar’s Roost Inn

Kolacja. Nie będąc pewnym naszego tempa i długości trasy, zarezerwowałem stolik na ósmą wieczorem, a do pubu dotarliśmy przed szóstą. Okazało się to nie stanowić problemu i kolację dostaliśmy od ręki. Niezbyt, prawdę powiedziawszy, udaną: mój hamburger był suchy, pewnie z mrożonki, a Ania zapchała się tortelini w sosie serowym. Piwa mieli tylko z browaru Exmoor, niedobre. Deser i wino (włoskie, czerwone) fajne, za to.

West Lyn – Lynbridge (1 km)

Powrót tak samo jak pierwszy odcinek, tylko w przeciwną stronę. Było już ciemno, a okazało się, że Ani czołówka była włączona w moim plecaku przez niewiadomo ile czasu i się wyładowała. Jedna, szczęśliwie, wystarczyła.

* * *

Co jeszcze? Szosa między Lynton a Porlock jest super fajna, z ładnymi widokami na morze, a właściwie Kanał Bristolski. Wypożyczony na tę wycieczkę VW Scirocco z dwulitrowym dieslem trochę dresiarski, ale miło się prowadzi. Camelbak na zawsze już chyba będzie przypominał o Kilimandżaro, serwując wodę intensywnie smakującą chlorem.

05/04/2016