Powrót do Dartmoor

Po jedenastu latach wróciliśmy do Dartmoor. Patrząc na zdjęcia, niewiele się zmieniło: te same trzęsawiska, karłowate, omszałe drzewa, kamienne pozostałości z epoki brązu, ciężkie chmury. Wiatr. Przed jedenastu laty nosiłem bandanę zasłaniającą ucho, w które wiało; teraz chodzę w czapce i nieprzewiewnych bluzach. Zmieniliśmy się my: jesteśmy, mówiąc oględnie, bardziej dojrzali. Zamiast wielkich plecaków z karimatami i namiotem mamy samochód – wynajęty, bo nasz, świeżo po wymianie silnika, był zbyt niepewnym środkiem lokomocji na pięćsetkilometrową podróż.

Niektórych rzeczy na nowych zdjęciach nie ma, a najbardziej utkwiły mi w pamięci. Wyśmienite jedzenie: delikatne pork belly w pubie The Elizabethan w Luton (nie, nie tym Luton), półkrwisty rib eye w The Rock w Haytor Vale. The Old Library w Ashburton idealnie wycelowało w półkę tuż pod pięciogwiazdkowym haute cuisine – gdyby troszkę podciągnęli teksturę, zrobiłaby się z tego jedna z knajp, do których jeżdżą gazetowi recenzenci; a tak, formalne niedociągnięcia w postaci ości w turbocie czy twardawego grillowanego fenkuła podkreślają autentyczność potraw. Lokalna, kameralna restauracja z niewielkim menu zmieniającym się codziennie w zależności od dostępności składników, to wakacyjny ideał. W pamięci mam dziesięciogodzinną pętlę przez Holne, Dartmeet i Poundsgate, z wielkim żarciem w Tavistock Inn, z przemykaniem się po ciemku przez prywatne posesje i nocnym marszem drogę wiodącą wzdłuż rzeki Dart. Pamiętam wciąż bąble na palcach stóp, od długiego marszu w grubych skarpetach.

Ciekawe, czy za kojne dzisięć lat wciąż będzie nam się chciało jeździć w takie miejsca.

Spot the difference.

Spot the difference.

23/04/2017