TN

Jacka Danielsa tu nie uświadczysz. W knajpach królują piwa: koncernowe i paskudne Budy i Millery oraz ciekawe ales (India Pale, Amber, Dark) z mikrobrowarów. W liquor store też bardziej w oczy rzucają się słoiki z lokalnym bimbrem niż kwadratowe butelki z czarną etykietą. Krainę whiskey wyobrażałem sobie1 jako nie kończące się pola jęczmienia, kukurydzy, i czego tam jescze nie używają do produkcji Jacka, tymczasem zobaczyliśmy wzgórza i lasy a też i całkiem pokaźne góry.

Tennessee nie mieści się raczej w ścisłej czołówce atrakcyjnych turystycznie stanów. Pod względem piękna przyrody trudno mu konkurować z Wyoming, Utah i Colorado, zaś metropolie ani się umywają do Nowego Jorku, Los Angeles czy Chicago. Tym niemniej dostępne tam atrakcje bez najmniejszego problemu wypełnią nam tydzień. Program poniższy ułożyłem tak, żeby dało się go wykonać zarówno objazdowo – wtedy jest łatwiej, bo wszystko jest w miarę po drodze – jak i rezydując w jednym punkcie stanu i wybierając się na jednodniowe wycieczki.

Pierwszą rzeczą o którą należy się zatroszczyć po przylocie – poza bagażem, który w lotach wewnątrz Stanów nagminnie jest opóźniony albo ginie – jest samochód. Dla obeznanych z amerykańskimi realiami jest to sprawa oczywista, dla mnie jednak zaskoczeniem było, że wypad po mleko z miejsca gdzie mieszkałem zajmował na rowerze kilka godzin – najbliższy sklep z jedzeniem był odległy o około 20 km. Tak więc: samochód. Na lotnisku nie ma z tym najmniejszego problemu: wystarczy podejść do budki jednej z licznych wypożyczalni, wylegitymować się prawem jazdy oraz wyłożyć od małych kilkuset do dużych kilkuset dolarów, i po pięciu minutach ma się do dyspozycji samochód na tydzień. Wybór typów i modeli jest spory, i jeśli jest taka możliwość warto wziąć Forda Mustanga, Chevroleta Corvette albo inną legendę amerykańskich szos – w samochodzie przemierzymy setki mil autostrad i spędzimy kilka godzin każdego dnia, warto więc by i ten czas wypełniony był chłonięciem lokalnej tradycji i podziwianiem myśli technicznej. Poza tym, przy benzynie kosztującej połowę tego, co w Europie, ekonomika jazdy nie wpłynie znacząco na nasz budżet.

Broadway wieczorem

Dzień 1: Nashville

Jako że jesteśmy w amerykańskiej stolicy muzyki, pierwsze kroki kierujemy do Country Music Hall of Fame. Zawartość tego przybytku jest mi znana niestety tylko z opowieści, bowiem myśmy do miasta zawitali już po zamknięciu (muzeum czynne jest do 17:00). Z eksponatów godnych uwagi wymienić należy przede wszystkim dwa samochody: pozłacany Elvisa, oraz, ciekawsza jeszcze, bryka niejakiego Webba Pierce’a, z rewolwerami zamiast klamek drzwi, siodłem między przednimi fotelami i deską wysadzaną srebrnymi dolarówkami. Po zapoznaniu się z historią muzyki country wypada doświadczyć i jej teraźniejszości. W tym celu udajemy się na znajdujący się jedną przecznicę od Hall of Fame Broadway. Przy nim znajdziemy dziesiątki barów, a w każdym gwiazdę in spe produkującą się na żywo. Nie pozostaje nic innego jak zaopatrzyć się w butelkę lokalnego IPA i zasiąść przy barze. Na koniec wizyty warto też zaspokoić potrzeby ciała. Miłośnikom kuchni włoskiej odradzić należy knajpę mieszczącą się przy czwartej alei, obok greckiej Santorini, polecić natomiast taką, co do której nie wiem gdzie się mieści, ale rozpoznać ją można po stojącym wewnątrz tramwaju.

Dzień 2: Mammoth Cave

Fragment Grand Avenue w Mammoth Cave To nie Tennessee, ale całkiem niedaleko, półtorej godziny jazdy z Nashville, a zobaczyć naprawdę warto. Mammoth Cave to podobno najdłuższa jaskinia na świecie: łączna długość zbadanych korytarzy przekracza znacznie 600 km. Zwiedzać ją można na dwa sposoby: wygodnymi, oświetlonymi szlakami, albo w kaskach, czołgając się tunelami i przeciskając przez wąskie szczeliny. Wycieczki drugiego typu są bardzo emocjonujące (podobno – my nie byliśmy), ale jest ich znacznie mniej, odbywają się tylko w weekendy i bilety na nie należy rezerwować ze znacznym wyprzedzeniem. Jeśli nasza wizyta wypada akurat w ciągu tygodnia albo nie udało nam się załapać na bilety, pozostaje dreptanie turystycznym chodnikiem. Tak czy inaczej, w centrum turystycznym należy pojawić się rano, bo ciekawsze, dłuższe wycieczki wtedy właśnie wyruszają.

Z szerokiego wachlarza spacerów po podziemiach wybierzemy czterogodzinną, sześciokilomtetrową Grand Avenue Tour. Na wycieczkę nie wolno zabierać własnego jedzenia, ale nie ma się czego obawiać – na szlaku, półtora kilometra od wejścia, znajduje się kantyna, gdzie pożywić się można gorącą zupą z puszki Campbell’s, kanapką z indykiem oraz kawą; są też poidełka i toalety. Trasa wiedzie najpierw rurą (przekrój na oko to jakieś 10 metrów szerokości na 4 wysokości) by po sali jadalnej przekształcić się w wąski na metr i głęboki na dziesięć kanion. Na koniec zobaczyć można liczne formacje naciekowe, w tym tzw. “Zamarzniętą Niagarę”. Po wyjści na powierzchnię załapać się jeszcze można na jedną z krótkich, popołudniowych wycieczek – ale o ile nie jest się zadeklarowanym miłośnikiem podziemi, cztery godziny w zupełności wystarczają by docenić rozległość systemu jaskiniowego.

Łuk południowy

Dzień 3: Twin Arches

Sto mil na południowy wschód od Mammoth Cave, przy granicy między Kentucky a Tennessee znajdziemy park Big South Fork, a w nim dwa wielkie łuki skalne, Twin Arches. Nie prezentują się może tak okazale, jak ich bardziej znani kuzyni z Utah – po części dlatego, że stoją w lesie – ale są całkiem spore, w szczególności łuk południowy, który można podziwiać z dołu zaś po wspięciu się nań napawać się malowniczą scenerią porośniętego lasem wąwozu. Przy okazji tej wycieczki pora roku, w której zdecydowaliśmy się odwiedzić Tennessee, odegra istotną rolę. W tym rejonie ładnie jest w październiku, gdy jest jeszcze dość ciepło (w dzień z reguły powyżej 20 stopni Celsjusza), a ustępują już letnie upały z towarzyszącą im nieznośną wilgocią. Zimy są w Tenessee podobno niezbyt ciekawe, bezśnieżne; wiosna jest prawdopodobnie ładna, ale na korzyści jesieni przemawia paleta kolorów, które przybierają liście drzew.

Zakładając, że do łuków dotarliśmy najkrótszą pieszą trasą, z pobliskiego parkingu, po ich oględzinach warto udać się dalej, w stronę Jake’s Place. Po drodze zobaczyć można jak formują się nowe łuki w miejscach, gdzie skała ulega erozji. Zależnie od tego, jak daleko się zapuścimy tą trasą (wracać trzeba będzie tą samą drogą), cały spacer trwać będzie godzinę albo dwie.

Dzień 4: Oak Ridge

Replika bomby zrzuconej na Hiroshimę Miasteczko Oak Ridge powstało w czasie drugiej Wojny Światowej. Od okolicznych rolników odkupiono ziemię, ogrodzono wielki teren płotem i postawiono na nim zakłady produkujące uran do bomby atomowej, którą w końcu zrzucono na Hiroshimę2. Historię tę można w szczegółach prześledzić odwiedzając Museum of Science and Energy. Ponadto muzeum, czyniąc zadość nazwie, zawiera ekspozycje na temat produkcji energii z różnych źródeł, jednak to część poświęcona wojennej historii Oak Ridge i militarnym zastoswaniom energii atomowej jest najciekawsza. Eksponatem który dość łatwo przegapić, a warto obejrzeć, jest stojący na zewnątrz muzeum domek, w jakim podczas wojny kwaterowani byli pracownicy zakładów.

Dawna fabryka uranu to obecnie trzy kompleksy: Y-12, który pozostał wojskowy i zamknięty, przekształcany w centrum technologiczne K-25, który można oglądać ze specjalnie w tym celu przygotowanej platformy po przeciwnej stronie szosy, oraz X-10, który obecnie mieści cywilne laboratorium. To ostatnie skolonizowane zostało przez naukowców z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, tak, że warto się zorientować, czy przypadkiem nie rezyduje tam ktoś znajomy; można się wtedy załapać na wieczory z grami planszowymi, wyjazdy do Knoxville na koncerty, mecze tenisowe i masę innych atrakcji, bez których pobyt w Tennessee jest znacznie uboższy.

Dzień 5: Great Smoky Mountains

Widok ze szlaku na Charlie's Bunion Główna atrakcja przyrodnicza rejonu to stanowiące część pasma Apalachów Great Smoky Mountains. Są to góry stare, z wyglądu przypominające nieco wyższe, bo dochodzące do 2000 metrów, Bieszczady. Na jednodniową wycieczkę wybierzemy jeden z popularnych a zarazem efektownych szlaków: z parkingu na przełęczy Newfound Gap na Charlie’s Bunion i z powrotem. Przed wyruszeniem należy pamiętać o odpowiednim sprzęcie, w szczególności ciepłej bluzie i czapce; jesienią, nawet gdy w dolinach panuje przyjemne 25 stopni, na odsłoniętych graniach zimny wiatr potrafi się dać we znaki. Pokonanie trasy pieszo zajmie nam mniej niż cztery godziny, należy jednak mieć zapas czasu na korki samochodowe, które w weekendy powstają na górskich drogach i potrafią opóźnić powrót o dobrą godzinę.

Jeślibyśmy chcieli spędzić w górach więcej niż jeden dzień, trzeba wziąć pod uwagę rodowitych mieszkańców tych stron – niedźwiedzie. Lasy porastające zbocza gór zamieszkane są przez setki tych stworzeń, zarówno powszechniejsze czarne niedźwiedzie, jak i większe i bardziej agresywne Grizzly. Jedne i drugie są niezwykle łase na przenoszony w plecakach prowiant, dlatego też obozować należy tylko w wyznaczonych do tego miejscach, które wyposażone są w specjalne liny umożliwiające zawieszenie plecaków na takiej wysokości i w takiej odległości od drzew, że pozostają one poza zasięgiem żarłocznych zwierzaków. O pozostawianiu jakiegokolwiek jedzenia czy odpadków poza tak zabezpieczonymi plecakami oczywiście mowy być nie może.

Motyl w części oceanicznej

Dzień 6: Tennessee Aquarium

Oceanarium w Chattanoodze podzielone jest na dwie części, nazwane umownie “rzeczną” i “oceaniczną”. Zwiedzanie zaczniemy od rzecznej, jest bowiem większa i bardziej unikalna – oceanariów morskich jest na pęczki, zaś takich, w których skonstruowano fragment płynącej, górskiej rzeki, nie znam wielu. We wspomnianej rzece pluskają wydry, a pstrągi próbują płynąć pod prąd w poszukiwaniu terenów rozrodczych. Poza tym jednak centralne miejsce w budynku rzecznym zajmuje wielki zbiornik ze zwierzętami morskimi: wielkimi płaszczkami i żółwiami – tylko rekinów brakuje. Te znajdziemy w częście oceanicznej (czymże byłoby oceanarium bez rekinów?). Najciekawszym fragmentem tego budynku okaże się jednak pomieszczenie ze zwierzętami nie kojarzonymi raczej z oceanem – motylami.

* * *

Tu tydzień, który mielismy przeznaczony na zwiedzanie wschodniego Tennessee, dobiega końca. Pora udać się na lotnisko, zdać samochód i udać się w dalszą drogę. Propozycje, dokąd, zaprezentuję w kolejnym odcinku.


1: trochę bez sensu, w końcu Szkocja to też w dużej mierze góry i inne tereny nie nadające się pod uprawę

2: bomba zrzucona później na Nagasaki zawierała pluton, który wyprodukowano w innych zakładach, mieszczących się w stanie Washington