Wizja lokalna: Cairngorms

Minęły już dwa lata od Kilimandżaro, nawyższy więc czas znów się trochę sponiewierać. Naczytawszy się Cherry-Garrarda i Shackletona wymyśliłem zimową ekspedycję. Na Grenlandię, czy nawet Svalbard, drogo, i niebezpiecznie – niedźwiedzie polarne, daleko od cywilizacji. Możnaby więc wybrać się gdzieś na północ UK, gdzie leży śnieg – do Cairngorms, na przykład – i powyobrażać sobie, że się jest polarnym podróżnikiem. Wymyśliłem nawet trasę: Aviemore – Glen Dee – Inverey – Glen Tilt – Blair Atholl. Z namiotem i jedzeniem na plecach powinno dać się zrobić w pięć dni.

W niecodziennym przebłysku zdrowego rozsądku skonstatowałem, że nie mam pojęcia jak zimowe Cairngorms wyglądają w rzeczywistości i jakiego rodzaju sprzęt będzie wskazany. Zapisałem się więc na odbywający sie w okolicach Aviemore kurs chodzenia po górach w zimie i zarezerwowałem sobie dodatkowe kilka dni an rozpoznanie terenu. Kurs w porządku, przerabialiśmy techniki jak te z wideł BMC, a także pozyskiwaliśmy cenną wiedzę na temat zasady zachowania energii (należy zachowywać energię i wybierać najmniej fatygującą trasę) oraz interpretacji prognóz lawinowych. Wizja lokalna okazała się bardzo owocna: na początku był piękny śnieg, ale po dwóch dniach przyszła odwilż i wszystko spłynęło. Nie ma więc co liczyć na immersive polar experience w dolinach Cairngorms.

Kolejny pomysł: Hardangervidda. Nawet w lecie było zimno, polarnik Marek Kamiński trenował tam podobno przed wyprawami na bieguny. Znalezienie taniego lotu do Oslo lub Bergen nie powinno sprawić problemu.

Początek planowanej trasy: Aviemore i przełęcz Lairig Ghru.

Wszystkie zdjęcia do wglądu po kliknięciu na obrazek powyżej.

28/01/2018