Dwa dni w mokrych gaciach

Rekina przegapić się nie dało. Był niepokaźnych rozmiarów, długi może na metr, z białym czubkiem płetwy – normalnie możnaby na niego nie zwrócić uwagi, ale teraz światło sześciu latarek było zwrócone właśnie na jego podłużny korpus, wszędzie indziej była nieprzenikniona ciemność. Przypomniałem sobie instrukcję obrony przed rekinem: oświetlić się latarką, żeby zobaczył, jaki jestem duży – wtedy przestanę dla niego być atrakcyjny jako pokarm. Manewr ten okazał się tym razem niepotrzebny; rekin, po początkowym zainteresowaniu światłem latarek, odpłynął w siną (a raczej czarną) dal.

Z latarkami należy też uważać w obecności żółwi. Zwierzęta te śpią pod wodą, wziąwszy uprzednio głęboki oddech, który wystarcza im na kilka godzin. Jeśli się je obudzi, próbują wziąć kolejny, a w swojej drodze na powierzchnię kierują się światłem księżyca. Świecące w jego kierunku latarki powodują konfuzję, gdyż spodziewa się jednego księżyca, a widzą kilka. Powinno się wtedy zasłonić latarkę (nigdy nie należy jej wyłączać), żeby zwierzak bezpiecznie odnalazł drogę.

Ania pod wodą Tą bezcenną wiedzą podzielił się z nami, w dość humorystyczny sposób, jeden z instruktorów na Reef Encounter, katamaranie, na którym spędziliśmy okrągłą dobę nurkując, snorklując, wylegując się na słońcu, jedząc i śpiąc. Chciałoby się powiedzieć, że załoga składała się z typowych Australijczyków – ich opalenizna, swoboda w obcowaniu z wodą, luz i poczucie humory doskonale pasowały do stereoptypu – lecz było wśród nich też kilkoro młodych Anglików, którym najwyraźniej udzielił się antypodański sposób bycia. Trudno się ich dobremu humorowi dziwić – życie na statku zakotwiczonym na Wielkiej Rafie, słońce, morze, nurkowanie, to praca-marzenie.

Nadmorska promenada w Cairns pęka w szwach od biur rezerwujących rejsy dla nurków. Wycieczki takie warto rezerwować z kilkudniowym wyprzedzeniem, tak, że gdy pojawiliśmy się w mieście w niedzielę rano, a wypływać na dwudniowe nurkowanie chcieliśmy we wtorek, nasz wybór był bardzo ograniczony. Reef Encounter, czterdziestodwuosobowy katamaran kotwiczący na stałe na rafie (a właściwie pływający pomiędzy wchodzących w skład Wielkiej Rafy rafami, znajdującymi się w okolicy Cairns), był jedyną łódką z miejscami w wybranym przez nas terminie i mieszczącą się w naszym budżecie. Jako że statek znajduje się non stop na morzu, dopływa się do niego mniejszym katamaranem, Reef Experience, który prócz kursowania w charakterze autobusu dla gości Reef Encounter, wozi też turystów na jednodniowe wycieczki nurkowo-snorklowe.

Tryb życia na takim statku jest taki, że cały czas gania się w kąpielówkach – najlepszym miejscem na spędzanie czasu między nurkowaniami (a nie ma go wiele!) jest górny pokład, na którym rozstawione są leżaki. Po nurkowaniu wskakiwaliśmy tylko pod prysznic (kajuty mają własne łazienki) żeby spłukać sól, i byliśmy gotowi na leżakowanie albo jedzenie, zależeni od tego, co było zaplanowane na bieżącą przerwę w zabawach wodnych.

Podczas naszego pobytu na Reef Encounter statek kotwiczył w dwóch miejscach Hastings Reef, jednej z popularnych raf w pobliżu Cairns. Popularnej, nie znaczy zatłoczonej: pierwszego dnia byliśmy jedynym statkiem w zasięgu wzroku, drugiego musieliśmy się rafą dzielić z pasażerami Reef Experience i jeszcze jednego jachtu – wtedy zrobiło się dość tłoczno, w wodzie było ponad sto osób. W programie mieliśmy sześć sesji nurkowania, w tym jedną nocną. Jako certyfikowani nurkowie (uprawnienia zrobiliśmy dwa lata temu w Egipcie) byliśmy pozostawieni samym sobie – podczas sesji mieliśmy się tylko zapakować w sprzęt, odhaczyć na liście i mogliśmy iść do wody i pływać gdzie chcieliśmy. Nasze poprzednie nurkowanie miało miejsce podczas egipskiego kursu i nigdy nie nurkowaliśmy bez przewodnika, na pierwszą sesję popłynęliśmy więc z jednym z instruktorów. Obyło sie bez problemów; ośmieliło to nas i na pozostałe nurkowania – za wyjątkiem nocnego – pływaliśmy sami. Całkiem to fajne; początkowo miałem tylko kłopoty z podwodną nawigacją i kontrolą głębokości przy wynurzaniu, ale znalazłem na to proste recepty (np. trzymanie się cumy podczas trzyminutowego postoju na głębokości pięciu metrów) i w ostatniej sesji wszystko było już pod kontrolą.

widok podczas porannego snorklowania Hastings Reef jest bardzo efektowna i rozlegla, koralowce mają fantastyczne kształty a rybki niesamowite kolory. W porównaniu z naszą treningową rafą egipską rozczarowująca nieco była widoczność – na głębokości czternastu metrów widoczność w poziomie wynosiła jakieś dziesięć metrów – i brak dużych zwierząt. W Egipcie widzieliśmy płaszczkę królewską o ponad metrowej rozpiętości płaszcza, tu największe ryby miały może pół metra długości, był też ten nocny rekin, ale to tyle. Część pozostałych nurkówi widziała też żółwia, ale przed nami się gdzieś ukrył. Ciekawsze niż w Egipcie były natomiast same koralowce – kilkunastometrowej wysokości ściany, szczyty których stanowią granice rozległych płycizn, gdzie korale rosną na głębokości półtora metra, i które podziwia się najwygodniej snorklując, czyli unosząc się na powierzchni wody z maską i rurką, pozwalającą na swobodne oddychanie podczas podziwiania podwodnego świata.

Właśnie snorklowanie będzie chyba najprzyjemniejszym wspomnieniem z tej dwudniowej wycieczki. Po części za sprawą kłopotów z zatokami, które nasiliły się podczas nocnego nurkowania i wyeliminowały mnie z porannej sesji. Zatoki są przestrzenią wewnątrz ciała, w których podczas zmiany głębokości ciśnienie powietrza nie wyrównuje się w sposób naturalny i trzeba mu w tym pomagać – jedną z metod jest zatykanie nosa i próba wydmuchnięcia przezeń powietrza, co skutkuje wpompowaniem go do zatok. Jest to bardzo skuteczne, o ile nie ma się kataru, a ta właśnie przypadłość towarzyszyła mi od wylotu z Wietnamu. Kolejne zanurzenia drugiego dnia odbyłem mimo tego bez większych kłopotów, z ostatniego niespodziewanie odpadła za to Ania – również z powodu problemu z zatokami. Najwyraźniej nie jesteśmy urodzonymi płetwonurkami. Tym niemniej, pięć nurkowań w 24 godziny to sporo, a i snorklowanie, które uprawialiśmy w czasie rekonwalescencji, należało do bardzo udanych.