Ekwipunek tropikalny

Przy okazji wcześniejszych wyjazdów zgromadziliśmy sporo sprzętu turystycznego: plecaki, kurtki, buty itp. Jako że nasze wycieczki ograniczały się dotychczas do Europy, a w ostatnich latach właściwie wyłącznie do Anglii, wyposażenie to przystosowane jest do innego nieco klimatu niż ten, który nas czeka w Azji i Australii. Ponadto charakter wyprawy będzie dość zróżnicowany: sporo czasu planujemy spędzać w miastach i miasteczkach Kambodży i Wietnamu, kilka tygodni w samochodzie, być może kilka dni w dżungli. Wiele elementów wyposażenia – jak: buty trekkingowe, kurtka przeciwdeszczowa, długie spodnie – mieć ze sobą musimy, ale prawdopodobnie będziemy większość czasu dźwigać w plecaku, tak że dobrze by było, żeby były jak najlżejsze.

Przegląd naszego starego ekwipunku wykazał, że niewielka jego część spełnia te kryteria; moja para butów turystycznych waży ponad półtora kilo, kurtka (North Face Free Thinker II, którą nota bene gorąco polecam na wyprawy w chłodnym klimacie, w Laponii sprawdzała się świetnie) też jest duża i ciężka, to samo można powiedzieć o ulubionych spodniach turystycznych (M65), nie wspominając już o tym, że ugotowałbym się w nich w przeciągu kwadransa. Czekało nas trochę zakupów.

Ubrania i buty

buty Większość rzeczy nabywamy online, jednak w przypadku ubrań warto czasem wybrać się do sklepu osobiście, pomacać materiał, podreptać w butach i ogólnie zapoznać się bliżej z tym, co jest dostępne. Szczęśliwym trafem londyńskie zagłębie z ekwipunkiem turystycznym mieści się w samym centrum, wokół Covent Garden. W obrębie kilkudziesięciu metrów znaleźć można osiem dużych sklepów, a kolejne nieopodal, przy Long Acre. Obchód tych przybytków nie pozbawił mnie rozterek, wręcz przeciwnie. Kupić typowe buty trekkingowe czy tzw. “approach”, czyli półbuty na solidnej podeszwie? Kurtka Kathmandu czy Arc’teryx? I skąd, do cholery, wziąć bawełniane spodnie z odpinanymi nogawkami, skoro wszystkie dostępne są z plastiku? Ostatecznie decyzje udało się jakoś podjąć i do domu wróciliśmy obładowani dwiema nowymi parami butów, kurtką dla mnie oraz spodniami i koszulą dla Ani.

Ubrań standardowych weźmiemy niewiele – będzie można dokupić na miejscu, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Bagaże i spanie

Tu sytuacja była stosunkowo niezła: plecaki i samonadmuchujące się materacyki są w dobrym stanie, namiotu nie bierzemy, dokupić trzeba było tylko śpiwory i jakąś ochronę przed komarami. Za radą Kuby wybraliśmy syntetyczne, leciutkie, z komfortem do +12ºC i z suwakami, które pozwalają na spięcie w jeden duży śpiwór. Do tego jedwabne wkładki do śpiworów i jedna duża moskitiera na podwójne spanie.

Nabyliśmy też plecaczek, który zwija się do własnej kieszeni i paski na pieniądze i dokumenty.

Lekarstwa i kosmetyki

O zagadnieniach zdrowotnych napiszę pewnie jeszcze osobno, tu ograniczę się do zawartości apteczki. Przede wszystkim profilaktyka przeciwmalaryczna: preparat odstraszający owady zawierający 50% DEET i 56 tabletek Malarone, który jest polecany jako najlepsze z dostępnych lekarstw zapobiegających malarii. Inną nieprzyjemnością na którą trzeba być przygotowanym są zatrucia pokarmowe. Bierzemy Imodium i Bimuno (jedno przeciwdziała rozwolnieniu a drugie wspomaga florę bakteryjną) oraz preparat nawadniający. W zachowaniu higieny pomoże też uniwersalne, antybakteryjne mydło w płynie. Reszta to typowe wyposażenie podróżnej apteczki: jakiś preparat odkażający, plastry, bandaż i, w charakterze generycznego środka przeciwzapalno-przeciwbólowego, Paracetamol.

Bardzo ważna jest też ochrona przed słońcem, szczególnie w Australii. Ja biorę kapelusz turystyczny z szerokim rondem i bandanę; Ania jeszcze do końca nie przemyślała sprawy, ale przed wyjazdem coś sobie zapewne zorganizuje. Kremy z filtrem można będzie kupić na miejscu.

Elektronika

Ta kategoria budziła mój szczególny entuzjazm – preteksty do nabywania nowych zabawek są zawsze mile widziane. Po pierwsze, narzędzia komunikacyjne. Nasze obecne telefony mają parę mankamentów: wymagają codziennego ładowania, są stosunkowo duże, ciężkie i niezbyt wytrzymałe. Mają też jednak tę istotną zaletę, że pozwalają na korzystanie z Internetu; poza tym większość podróży odbywać się będzie w cywilizowanych warunkach, tak że wymienione wcześniej wady nie powinny być zbyt dokuczliwe.

nieprzemakalne W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić dłuższy wyjazd bez komputera (jak inaczej uzupełniałbym tę relację?). Zakupiliśmy Asusa Eee Pc 1018p, ze względu na niewielką masę i aluminiową obudowę, która, miejmy nadzieję, zapewni wytrzymałość na trudy podróży. Firmowo zainstalowane Windows 7 zastąpiłem Ubuntu 10.10 i komputerek sprawuje się dobrze, jedyny odkryty dotychczas mankament to nie działające usypianie i hibernacja.

Wyjazd jest też doskonałą okazją do aktualizacji sprzętu fotograficznego. Od dłuższego czasu miałem na oku Canona S90, a jako że niedawno ukazała się poprawiona wersja, S95, na nią padł wybór. Urządzenie to od typowych aparatów tego formatu odróżnia się bardzo jasnym obiektywem (f/2.0, cokolwiek by to nie znaczyło) i trybem pełnej kontroli ręcznej: można samemu ustawiać czas naświetlania, przesłonę i ostrość – choć z moich pobieżnych oględzin wynika, że przydatność tej ostatniej opcji jest dyskusyjna. Do aparatu dokupiłem specjalną kasetkę, która pozwala na robienie zdjęć pod wodą. Jest to bardzo skomplikowany wynalazek, ciekaw jestem jak się sprawdzi w praktyce.

Mamy więc masę sprzętu na prąd, każdy z własnym zasilaczem w brytyjskim standardzie. Problem z ładowaniem planuję rozwiązać biorąc jedną przejściówkę, którą będzie można wetknąć do tamtejszych gniazdek, oraz rozgałęziacz, do którego bedzie można podpiąć cztery brytyjskie wtyczki.

No i w końcu nie mogłem się oprzeć pokusie sprawienia sobie nowego zegarka. Wybrałem Timex Expedition Titanium E-Compass, i od razu po rozpakowaniu zacząłem trochę żałować, bo bydlę jest ogromne, grube na ponad centymetr, pasek sztywny i przez to niezbyt wygodny, a przydatność wbudowanego kompasu wątpliwa – ale zobaczymy, jak się sprawdzi w warunkach bojowych.

Lista ciekawszego sprzętu

Ania

Maciek

Wspólne