Powrót do cywilizacji

Zakończyliśmy już azjatycką część naszej przygody. Po Sylwestrze w Sajgonie i pożegnaniu z Trungiem i Justyną, pierwszego stycznia rano zapakowaliśmy się w samolot do Singapuru, skąd, tego samego dnia wieczorem, wylecieliśmy do Australii.

Siedząc w Starbucksie w Plaza Singapura i wyglądając na zalaną deszczem Orchard Road czułem się zabawnie. W mieście tym gościłem przez dwa tygodnie ponad trzy lata temu i nie powiedziałbym, że się w jakikolwiek sposób z nim zżyłem, jednak teraz, po czterech tygodniach podróży przez kompletnie obce miejsca Porządne, singapurskie metro czułem się jakbym po raz pierwszy od piętnastu lat odwiedzał budynek swojej podstawówki. Pamięć w detalach szwankuje, wiele się od ostatniej wizyty zmieniło, w około są sami nieznajomi, ale ma się poczucie jakiegoś rodzaju swojskości. Całkiem to przyjemne. Przyjemny jest też powrót do po zachodniemu rozumianej cywilizacji: możliwości porozumienia się inaczej niż na migi, ustalonych cen, rozkładów jazdy, ładu, higieny… żadnej z tych rzeczy w Singapurze nie brakuje, jest to jedno z najbardziej uporządkowanych miejsc jakie dane mi było odwiedzić. Spędziliśmy w mieście tylko kilka godzin między jednym a drugim lotem, ale wystarczyło to na częściową przynajmniej regenerację przeładowanego aparatu poznawczego.

Australia natomiast to w ogóle taka Anglia w której ktoś zapomniał zgasić światło i napuścić ludzi, przez co jest jasno, gorąco, dużo przestrzeni, a mieszkańcy zadowoleni i wyluzowani. Poza tym, ten sam język (nawet akcent nie jest tak udziwniony jak u Nowozelandczyków), takie same centra handlowe, w nich te same sieci sklepów – zupełnie jak w domu. Wiąże się z tym jedna tylko nieprzyjemność, mianowicie ceny. Te, dla przybyszów z Azji południowo-wschodniej, mogą być szokujące. Tam 15$ wystarczało z reguły na nocleg i wyżywienie dla dwóch osób na jeden dzień, tutaj w tej cenie trudno znaleźć jedno łóżko na sali zbiorowej. Sytuację pogarasza fakt, że od czasu, kiedy planowaliśmy podróż po Australii, tutejsza waluta bardzo się umocniła i faktyczny koszt np. wynajęcia samochodu będzie wyższy niż nasze wstępne wyliczenia. Jakoś sobie z tym poradzimy; trzeba będzie przypomnieć sobie techniki oszczędnościowe opracowane podczas InterRaila czy objazdu Norwegii. Wyjazdy te wspominam ciepło po dziś dzień, nie mogło więc być aż tak źle – i teraz także nie będzie.