Rzemieślnicza Republika Wietnamu

Diamond Shopping Mall znajduje się przy jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulich Sajgonu, biegnącej od frontu Pałacu Zjednoczenia. Na parterze tego ekskluzywnego centrum handlowego kupić można perfumy Chanel, Gucci i innych cenionych marek. Kolejne piętra oferują ubrania od najsłynniejszych projektantów, zegarki Rolex i Omega i inne luksusowe akcesoria. Podobnie jak marki, ceny są dla przybysza z Zachodu znajome: od dziesiątków dolarów za flakony perfum po tysiące za kreacje i zegarki.

Dwudziestominutowy spacer na południe, najpierw ulicą Pasteura a później w prawo, w Le Loi, zaprowadzi nas do Bien Thanh. Asortyment jest tu bardzo podobny: ubrania, buty, perfumy i zegarki luksusowych marek. Charakter miejsca jest jednak znacznie bardziej azjatycki: zatłoczony bazar ze sprzedawcami nagabującymi przechodzących turystów i wąskimi alejkami między stoiskami. Ceny również zupełnie inne niż w odwiedzonym przed chwilą mallu: perfumy po kila dolarów, zegarki Patek Philippe, za które uprzywilejowana garstka krezusów płaci bajońskie sumy, tu oferowane są w przystępnych dla plebsu cenach kilkunastu do kilkudziesięciu dolarów.

Przepaść, jaka dzieli ceny tych identycznych niemal dóbr jest groteskowa i uświadamia do jak ulotnych i błahych rzeczy przywiązujemy wagę, przynajmniej tę wyrażaną za pośrednictwem naszych portfeli. Logo producenta, fakt, że torba uszyta została we Francji a nie w Chinach, sama świadomość, że coś jest “oryginalne” powodują, że gotowi jesteśmy zapłacić za przedmiot wielokrotnie więcej. Jakość? Owszem, część podróbek jest tandetna i nie dość, że na pierwszy rzut oka można je zidentyfikować, to ich trwałość miast w latach liczy się w dniach; jednakże w przypadku wielu produktów, jak ubrania czy okulary słoneczne, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stworzyć idealną kopię, przy użyciu tych samych materiałów i technik produkcji co oryginał, i sprzedawać ją za ułamek ceny tegoż. Ba, nawet tradycyjne mechaniczne zegarki, to uosobienie precyzji i kunsztu technicznego, podrobić dziś można tak, że funkcjonalnie różnicy nie ma – mechanizm jest, działa równo, materiały są doskonałej jakości i tylko ekspert odróżniłby kopię od oryginału. Tymczasem cena odzwierciedla faktyczny koszt produkcji i pozbawiona jest komponentu związanego z prestiżem marki – a także, oddając sprawiedliwość producentom oryginałów, komponentu odzwierciedlającego koszt zaprojektowania produktu; ostatecznie ktoś te rzeczy wymyślił, szlachetne kształty i zapachy to owoc czyjegoś talentu i ciężkiej pracy.

Dla mnie owe podróbki, szczególnie te bardziej wyrafinowane, są nie tylko wyrazem przedsiębiorczości Wietnamczyków i ich braku poszanowania dla własności intelektualnej, ale przede wszystkim odzwierciedleniem olbrzymich pokładów rzemieślniczego talentu, umiejętności produkowania pięknych rzeczy. Zresztą, zapomnijmy o kopiach produktów znanych marek, były one tylko pretekstem, wprowadzeniem do tematu i nie chciałbym wywołać wrażenia, że zapamiętałem Wietnam jako kraj, w którym można kupić Roleksa za dziesięć dolarów. Nie; Wietnam to dla mnie kraj koronkowych zdobień wyrzeźbionych w drewnie, rozmaitości kolorów, tkanin i wzorów, pięknie wykończonych budowli i efektownych mebli, precyzyjnie wykonanych modeli żaglowców z tysiącem szczegółów i szczególików – słowem, wszelkiej maści manifestacji kunsztu rzemieślniczego. Wystarczy przespacerować się uliczkami starego miasta w Hanoi, gdzie z setek sklepików z pamiątkami wyzierają drewniane pudełka, zestawy płytek do madżonga, figurki, torebki, kolczyki, bransoletki, szale, instrumenty muzyczne… owszem, sama ilość tych przedmiotów wylewająca się ze sklepów i kramów powoduje, że przestają one zachwycać a zaczynają irytować, że dostrzega się pospolitość i kicz niektórych pamiątek, owszem, wzory są powtarzalne do bólu – jednak biorąc do ręki te rzeczy nie sposób nie czuć podziwu dla osób, które wystrugały figurki, ulepiły i pomalowały czajniczki czy wyhaftowały scenki rodzajowe. Poza tym większość z nich jest naprawdę ładna, co w przemyśle pamiątkarskim stanowi ewenement na skalę światową.

przykład wietnamskiego rzemiosła Rzemieślniczy Wietnam widać nie tylko w drobnych suwenirach. Współczesne budynku użyteczności publicznej, jak restauracje czy hoteliki, mają częstokroć wnętrza bogato okraszone drewnianymi rzeźbieniami, które – jak sie domyślam – stanowią przykład tradycyjnej wietnamskiej sztuki zdobniczej. W tychże hotelach i restauracjach natknąć się można na masywne, wykonane ze szlachetnego drewna i znakomitej jakości kamienia meble, o prostych, lecz efektownych kształtach. Powszechność pięknych, kunsztownych form powoduje, że Wietnam jawi się jako kraj pełen osób o niezwykłych zdolnościach manualnych, być może nie biegłych w tworzeniu, lecz przynajmniej w najwyższych lotów odtwarzaniu. Kambodża i Laos oferują podobnego typu rękodzieło, jednak jakość produktów z tych krajów ani się umywa do tego, co zobaczyć można w Wietnamie.

Skoro jesteśmy już przy porównaniach z zachodnimi sąsiadami: również w innych sferach Wietnam jawi się przy Kambodży i Laosie jako starszy brat. Jest pod pewnymi względami bardzo podobny, jednak znacznie zamożniejszy, bardziej ruchliwy; Phnom Penh i Vientiane to przy Hanoi i Sajgonie prowincjonalne miasteczka. Także kuchnia wietnamska jest bardziej zróżnicowana, ma bardziej wyrazisty charakter i jest po prostu smaczniejsza.

Inne wrażenie, które pozostawił we mnie Wietnam, to braku czasu, żeby zobaczyć to, co zobaczyć by się chciało. Cóż, podczas naszej tam wizyty pogodzić i wyważyć trzeba było wiele spraw: nasze oraz Marty i Kuby harmonogramy i budżety, Trunga czas poświęcony na spotkania z krewnymi, na wprowadzanie Justyny do grona rodziny oraz na zajmowanie się nami. W sytuacji, gdy tyle sprzecznych nieraz interesów wymagało uzgodnienia, cieszyć się należy z tego, że w stosunkowo krótkim czasie udało nam się zobaczyć kilka fascynujących miejsc w tym ogromnym kraju, że spędziliśmy trochę czasu w gronie, w którym rzadko mamy okazję sie spotkać, i że poznaliśmy w jakimś stopniu wietnamską kulturę i lokalny charakter.