Wymiękanie noclegowe

Zacząć się może tak pięknie. Wyśpiwszy się w samolocie przybywamy w do Bangkoku, wkraczamy do hotelu na Khao San road, oglądamy pokój, kręcimy nosem, w końcu zniesmaczeni wychodzimy, wchodzimy do innego, tam, wiedząc, na co powinniśmy być przygotowani, od razu podajemy cenę cztery razy niższą niż zaoferowana, i twardo negocjując pozbawiamy hotelarzy argumentów aż w końcu muszą oddać nam swój najlepszy pokój za połowę ceny. Wszystko razem zajmuje piętnaście minut, po upływie których idziemy na miasto i zażywamy uroków stolicy Tajlandii.

Może też być inaczej. Wymęczeni po dwunastogodzinnym locie, podczas którego nie zmrużylismy oka, wysiadamy z lotniskowego autobusu, i udajemy się na Khao San road, do której w jakiś sposób wszyscy inni backpackerzy dotarli przed nami. Odprawieni z kwitkiem z pierwszych pięciu hoteli, w kolejnym pokój bez okna za cenę kilkakrotnie wyższą niż podawana w przewodniku nie do końca przypada nam do gustu, próbujemy więc się targować, ale kończy się na tym, że pokój dostają kolejni zdezorientowani agenci, który przyszli pięć minut po nas. Nauczeni tym doświadczeniem w kolejnym hotelu już nie wybrzydzamy, ale okazuje się, że jedyny wolny pokój dostępny jest tylko na jedną noc. Zrezygnowani bierzemy go, następnego dnia, zamiast oglądać zabytki Ko Rattanakosin zabieramy nasze graty i szukamy kolejnego noclegu, oczywiście nigdzie w pobliżu miejsca nie ma i po pół dnia poszukiwań znajdujemy jakąś dziurę, za bardzo duże pieniądze i gdzieś, skąd wszędzie jest daleko.

miejsce pierwszego noclegu Pierwszy nocleg podczas nie do końca zaplanowanej podróży wygląda na ogół odmiennie od wyobrażeń. Gdy, wiele lat temu, wybierałem się z kumplami na InterRaila po Europie zachodniej, wymyśliliśmy sobie (to chyba był mój pomysł), że spać będziemy w pociągach nocnych. Pierwszego dnia przyjechaliśmy na dworzec Berlin Zoo i okazało się, że w nocy nic nie jeździ, a jeśli w ogóle, to nasze bilety na to nie działają. W końcu spędziliśmy noc w krzakach w Tiergarten, i ten system noclegów stosowaliśmy przez kolejny miesiąc.

Teraz też wymyśliłem, że nic planować nie będziemy i na miejscu, w Bangkoku, znajdziemy sobie szybko jakieś fajne locum na dwa dni. Jednakowoż, jak się zbyt dużo nad czymś rozmyśla to do głowy zaczynają przychodzić czarne scenariusze – a może to po prostu rozsądek dochodzi do głosu? Koniec końców poczytałem sobie trochę o noclegach w turystycznym centrum Bangkoku i zdecydowałem się skorzystać z rekomendacji Travelfish i zarezerwować miejsce w Shambara Boutique Hostel, przy samym Khao San road. Cena okazała się nieco wyższa niż reklamowana, ale w zupełności akecptowalna. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rezerwacja zadziała i po przyjeździe nie okaże się, że nasz pokój ktoś już dostał.

Z Bangkoku wybieramy się do Siem Reap w Kambodży. Tu też postanowiłem nie iść na żywioł tak do końca – nic co prawda nie rezerwujemy, ale planujemy dokładnie się stosować do bardzo precyzyjnych wskazówek zamieszczonych na Tales of Asia. Chciałbym, żeby wychodziło to bardziej spontanicznie, ale przynajmniej na początku przyda się ta odrobina poczucia bezpieczeństwa jaką daje planowanie zawczasu. Może po paru dniach się rozkręcimy i zacznie się przygoda.

* * *

Moje badanie na odporność na WZW B dało wynik pozytywny, to znaczy mam przeciwciała w wystarczającej ilości. Niezależnie od tego Kozło przypomniał mi, że w liceum mieliśmy cykl trzech szczepień, które powinny były uodpornić nas do końca życia. Powiedział też, że nawet jeśli przeciwciał nie ma, to pamięć immunologiczna zostaje, i zostaną wytworzone jak będą potrzebne. Brzmi fachowo, chyba wie, co mówi.

* * *

Wczoraj zrobiliśmy imprezę “pożegnalną”. Przyszło trochę stałych bywalców i sporo osób, które gościliśmy u nas po raz pierwszy. Szczególne wyrazy uznania należą się Emilowi, który na pierwszym w swoim życiu party zachowywał się bardzo kulturalnie.

party pożegnalne